22 kwietnia 2018 Kasia

Determinacja, upór i walka doprowadzą Cię na szczyt!

Przeczytajcie podsumowanie Marceliny Słomian, która zdobyła 3. miejsce w biegu Salamandra Ultra Trail.

– – – – –

Kiedy emocje opadły, mogę spokojnie przeanalizować start w Salamandrze.
Był to mój pierwszy start w tym sezonie… niestety pół roku temu dopadła mnie kontuzja uda. Miałam równy miesiąc na przygotowanie do zawodów. Po takiej przerwie od biegania, nogi rwały się do szaleństwa.


Trener dał mi solidny plan i wykonałam go na 100%. Dlatego, w dniu zawodów stanęłam na starce pewna siebie. Wiedziałam, w jakiej jestem formie i na co mnie stać. Nie ukrywam, że odczuwałam stres. Był to mój pierwszy taki długi dystans od pół roku. Bałam się również „spalenia”. Pobiegnę za szybko i nie wytrzymam tempa… Założenie było jedno, potraktować ten start jako trening i biec na tętno.
Tak było do momentu 25 km, kiedy ktoś z widowni rzucił hasło: „jesteś trzecia!”. Heheojjj… zwierzak się obudził. Adrenalina skoczyła. Zaczęłam się ścigać, a raczej uciekać. Bałam się przyśpieszać, bo nadal nie wiedziałam, czy dam radę. Do tego temperatura zaczęła bardzo wzrastać. Wielokrotnie brakowało mi picia, prosiłam zawodników, korzystałam ze strumieni czy też mieszkańcy wychodzili z pomocą.


Dobrze się biegło do momentu Czantorii. Te „podejście” chyba każdego „zabija”. Dlatego wiedziałam, że to właśnie ta góra mi pomoże. Nie mogłam na niej odpuścić. I tak też było. Weszłam na szczyt, ale „widziałam podwójnie”.
Potem już tylko myśl w głowie: „dotrwaj do końca, zostało Ci już tylko 13 km ”. Pozbierałam się i pobiegałam. Całe 13 km starałam się biec. Byłam już pewna, że utrzymam pozycję. Nikt mnie już nie mógł dogonić. W zasięgu wzroku nie było nikogo. Biegłam już sama do mety.
Ostatnie metry, były wystrzałem endorfin. Udało się! Udało! Byłam trzecia wśród kobiet i piętnasta w kategorii open.
Nie mogłam uwierzyć, że udało mi się to osiągnąć. Ten sukces dodał mi skrzydeł i pewności, że determinacja, upór i walka doprowadzą Cię na szczyt!!!
Trasa była bardzo wymagająca… mocne podejścia, ale niezbyt długie (oprócz Czantorii).
Temperatura… to był koszmar. Około 30 stopni. „śmierć na miejscu” – haha.


To były bardzo udane zawody. Stały się dla mnie wyjątkowe.
Na pewno tu wrócę. W głowie, póki co kolejny cel do osiągnięcia.

Blog powered by Hop-Sport