22 lutego 2018 Kasia

Nie sztuką jest zrobić coś, na co się jest przygotowanym. Sztuka to zrobić coś, co wykracza poza twoje możliwości

Przeczytajcie pierwszą część relacji Daniela Stroinskiego z Górskiego Ultramaratonu Zamieć, gdzie wraz z Agnieszką wybiegł 3. miejsce.

_____

“Nie sztuką jest zrobić coś, na co się jest przygotowanym. Sztuka to zrobić coś, co wykracza poza twoje możliwości”

Biegowo stary rok żegnam w Szczyrku, po czym witam nowy… również w Szczyrku. Gdyby spojrzeć wstecz na ostatnie 12 miesięcy to wyszłaby taka sinusoida, coś jak chód człowieka zmęczonego procentami. Zawsze też, naiwnie oczekuje się lepszego roku, innego niż poprzedni. Powiedziałbym, że jeden mój warunek został spełniony, niekoniecznie ten pierwszy. Sportowo miałem kilka dużych planów do wykonania, jednak kontuzja przekreśliła prawie cały rok. Musiałem zadowolić się kilkoma startami na pół gwizdka. W okresie, kiedy zdrowie nie chciało mnie słuchać, dołączyłem do ambitnego zespołu RMF 4RACING Team.

W zeszłym, jak i obecnym roku, główny plan z tym związany przypada na maj i Ultra
w Myślenicach. Pomimo perypetii zdrowotnych, nie było tak źle i trzy razy udało się wdrapać na podium przy sześciu startach. Sześciu, które w poprzednich latach przypadały na dwa miesiące. Zdarzały się nawet takie weekendy, gdzie startowałem w dwóch imprezach dzień po dniu. Czas jednak płynie, kwiaty schną, piwo traci smak, a priorytety się zmieniają…

Po ostatnim starcie w Runmageddonie listopad minął bezpowrotnie pod kątem regeneracji, którą poniekąd wymusiło pełne skupienie na nowych obowiązkach w pracy. Dopiero koniec listopada oraz grudzień to czas, kiedy mogłem w końcu wziąć się za siebie. Tak jak lubię, bez kalkulacji, bez oszczędzania się przed startami, pełny wycisk. Udało zbudować całkiem dobrą formę crossfitową…na miesiąc przed zawodami biegowymi. Dlatego od stycznia przestawiłem trening w stronę biegania na całe 2-3 tygodnie. Wiedziałem, że nogi na Zamieci dostaną wycisk, głównie przez szybkie zbiegi, ale liczyłem, że forma z crossfitu oraz bieganie w masce (antysmogowej) przygotuje mnie pod kątem wydolnościowo-siłowym. Ostatnie bieganie
w górach to Runmageddonu w Szczyrku. Średnio udany. Od tego czasu minęły 3 miesiące i ani razu nie odwiedziłem gór. Jakby tego było mało, to na dwa tygodnie przed startem przyplątał się kaszel. Ostatni tydzień to już całkowite odpuszczenie biegania, żeby się trochę podleczyć. Tak czułem się przygotowany na Zamieć…

Nie lubię biegać jak chomik w kółko, dlatego zawsze decydowałem się na start
w drużynie. Dwukrotnie z Mateuszem pokonywaliśmy trasę. Zamiecią też rozpoczynały się do tej pory poprzednie kalendarzowe lata (pomijając zeszły rok ze względu na GSB). W tym roku Mateusz postanowił się obijać, zatem musiałem poszukać innego partnera niedoli. Pomyślałem o Agnieszce, z którą udało mi się wygrać Bieg Rzeźnika w 2016 (ech, kiedy to było). Agnieszka jednak podobnie jak ja, miała formę bliżej niezidentyfikowaną. Dlatego sam start był wielką niewiadomą.

Punkt 9:00 melduję się w Szczyrku z zamiarem zajęcia jakiegoś sensownego miejsca w szatni dla zawodników. Wcale nie zdziwiło mnie to, że była już oblegana. Jakimś cudem udało mi się znaleźć dla siebie kąt i rozłożyć cały dobytek życia.Po chwili, każdy najmniejszy skrawek szatni był zajęty, a zawodnicy wciąż przybywali. Pozostało odebrać pakiet w biurze zawodów, spokojnie omówić plan działania wraz z Agnieszką, zjeść posiłek przed startem i spokojnie wyczekiwać godziny 12:00. Przyjęliśmy sprawdzoną taktykę z poprzednich lat, dzięki której wraz z Mateuszem wygrywaliśmy niejeden bieg. Wtedy też, były o wiele trudniejsze warunki. Teraz aura prawie, że wiosenna. Ustaliliśmy, że Agnieszka pobiegnie pierwsza, by na spokojnie mogła się zapoznać z trasą za dnia. Zasady na Zamieci mówią jasno, że gdy jedna osoba z teamu biegnie, to druga odpoczywa. Miałem zatem jeszcze trochę wolnego czasu do mojego startu.

Czekałem więc na swoją kolej w ciepłym śpiworze. Ustawiłem budzik na godzinę 13:00, by na spokojnie się przebrać i zrobić rozgrzewkę. Nie lubię się śpieszyć. Na pośpiech będzie jeszcze czas na trasie. Rozłożyłem się na naszych dwóch metrach kwadratowych, czekając na budzik lub…telefon. System z poprzednich lat zakładał, że osoba będąca na trasie po pokonaniu 10 kilometra zadzwoni do osoby, która czeka w bazie, po to by mogła przygotować się do następnej pętli.

Zanim ruszyła Zamieć, godzinę wcześniej na trasie pojawili się zawodnicy Zadymy. Pokonują oni tylko jedną pętlę naszej trasy, więc można tutaj „iść w trupa”.Przed startem spotkałem Tomka z naszego zespołu RMF4RT OCR, który wrócił po kontuzji. Brał udział właśnie w biegu Zadyma. Przypuszczenia co do warunków na trasie znalazły odzwierciedlenie w czasie zwycięzcy, 1h 15 min okazała się nowym rekordem.
Zbliża się 14:00, gotów na starcie czekam na Agnieszkę, przybijam piątkę i ruszam na swoją pierwszą pętlę…

Blog powered by Hop-Sport