Sport to zdrowie

Runmageddon w Szczyrku już za nami. Przeczytajcie podsumowanie Tomka Tomczyka, który niestety miał niewiele szczęścia podczas tego startu.

_____

„Sport to zdrowie”

Dzięki aktywności fizycznej utrzymujemy swoje ciała w dobrej sprawności, pozbywamy się nadmiaru kilogramów i podnosimy odporność. Jednak nie zawsze wygląda to tak kolorowo. Często rzeczywistość staje się dla nas brutalna i każe na bok odłożyć marzenia o najbliższym treningu i nowym rekordzie na zawodach.

Biegasz kilka razy w tygodniu, przykładasz się do tego i sprawia Ci to dużo radości. Ustawiasz sobie życie rodzinne, aby skrupulatnie wykonywać założenia według wcześniej opracowanego planu, dajesz z siebie wszystko na ciężkich treningach, odmawiając sobie przyjemności. Dużo śpisz, odpoczywasz, dobrze jesz. Osiągasz coraz lepsze wyniki, wszystko wydaje układać się po Twojej myśli. Jednak pewnego pięknego dnia, do którego przygotowywałeś się od dłuższego czasu. Dnia, który miał być sprawdzianem oraz zwieńczeniem czasu i trudu, który poświęciłeś wcześniej na treningach, stajesz na starcie pełen energii i pewności siebie, że to jest właśnie ten moment, ta chwila, kiedy jesteś w stanie zwojować świat. Adrenalina powoduję, że krew gotuje się w żyłach.

Nigdy nie mów nigdy

Rozglądasz się dookoła patrząc na całą resztą pozytywnie nakręconych wariatów, którzy wraz z tobą przebyli setki kilometrów tylko po to, żeby zmierzyć się z własnymi słabościami udowadniając sobie, że hasło „nie dam rady” nie istnieje. Myśl przewodnia „Nigdy nie mów nigdy” staje się coraz bardziej wyraźna, coraz bardziej realna. Nagle słyszysz wystrzał startera i ruszasz przed siebie niczym antylopa skazana na pożarcie. Mijasz z uśmiechem pierwsze przeszkody. Spoglądając na zegarek mija pierwszy kilometr biegu, zaraz za nim, drugi. Wypracowałaś sobie świetną pozycję w stawce, lecisz dalej pokonując kolejne przeszkody, nagle z niewiadomych przyczyn upadasz z ogromnym grymasem na twarzy. Leżysz na ziemi zwijając się z bólu, czujesz dłonie zawodników poklepujące cię po plecach, którzy pytają czy wszystko w porządku. Ty machając ręką, dajesz znak, żeby biegli dalej, że to tylko przejściowe, nie zdając sobie do końca sprawy z faktu, który miał właśnie miejsce. I tak leżąc i patrząc jak mijają cię kolejni zawodnicy, dopada cię złość, a adrenalina, której tak naprawdę miało starczyć na 21 km w zasadzie dalej buzuje w organizmie. Z oddali pracownik obsługi krzyczy, że pomoc już jest w drodze, żeby się nie ruszać. Ty jednak pełen złości i adrenaliny nie dopuszczając do siebie myśli, że to już koniec tego początku marzeń, próbujesz zagryzając zęby dalej kontynuować ten wyścig. Odwołujesz pomoc i postanawiasz dalej biec. Niestety niemoc spowodowana przez towarzyszący ból powoduje, że po raz kolejny padasz na ziemię. Wtedy człowiek jeszcze nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji, które niesie ze sobą kontuzja. W głowie jest tylko złość i bezradność, że nie możesz ukończyć tego, do czego tak długo się przygotowywałeś.

 

Miało być tak pięknie

Docierasz na linię mety odwieziony przez służby medyczne, po drodze spoglądając na tych wszystkich uśmiechniętych i uradowanych ludzi. Ty jednak swoją osobą przypominasz im, że biegi przeszkodowe to nie zabawa, chwila nieuwagi może pogrzebać na dłuższy czas plany i marzenia. Zrozpaczony dopingujesz resztę ekipy swojego teamu, która raz za razem przybywa na jedną z ostatnich przeszkód zwaną multiringiem, gdzie nie jednemu spędziła ona sen z powiek. Spoglądasz bezradny z zazdrością na kolejnych zawodników docierających do mety. A miało być tak pięknie!

 

Natury nie oszukasz

Tak właśnie będę wspominał nieudany start w Runmageddonie w Szczyrku, gdzie na trzecim kilometrze trasy podczas zbiegu, przeskakując dość sporych rozmiarów kamień, niefortunnie upadając na stopę, doznałem urazu. Diagnoza – zerwane więzadło strzałkowo-skokowe przednie, uszkodzona torebka stawowa, naderwane dwa inne więzadła. Czas pauzy minimum 12 tyg. Dopiero w domu już na chłodno i w ciszy człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę, jakie znaczenie w jego życiu ma sport i jak bardzo wypełnia jego codzienną rzeczywistość. Teraz pozostał czas, „sporo czasu” na wszelkie przemyślenia i wyciągnięcie odpowiednich wniosków, bo co nas nie zabije to nas wzmocni. Mawia się, że natury nie oszukasz, ale mam nadzieje, że uda mi się szybciej wrócić do zdrowia i wypracować odpowiednią formę tak, aby móc znowu realizować swoje założone cele.

Blog powered by Hop-Sport